Frollo miał już 8 lat. Ojciec posyłał go do prywatnej szkoły dla
chłopców. Chciał, aby jego dziecko kształciło się bez towarzystwa
jakiejkolwiek płci żeńskiej. Wróćmy do Frolla.
Do szkoły z początku wychodził z opiekunką. Później jednak Gringor
pozwalał mu wychodzić sam. Cieszył się z tego powodu, ponieważ niańki
nigdy nie zatrzymywały się (a wręcz odciągały go), od grupki
cyganów, która zawsze tańczyła na rynku. Pewnego dnia Frollo idąc do
szkoły zauważył w grupce małą śliczną dziewczynkę. Stanął i zaczął się
w nią wpatrywać. Ona zauważyła to. Podbiegła do niego, chwyciła go za
rękę i pociągła za sobą na parkiet próbując tańczyć do rytmu muzyki.
-Jak masz na imię?-spytała dziewczynka.
-Klaudiusz Frollo, ale możesz po prostu mi mówić Frollo. Kim zatem ty
jesteś?-spytał podekscytowany tańcem i muzyką dobiegającą z instrumentów
innych cyganów.
-Jestem Mala.
Po chwili wpatrywania się w taniec dziewczynki Frollo przypomniał
sobie, że powinienem już iść do szkoły.
-Muszę iść. Będziesz tutaj po południu?-spytał z nadzieją chłopak.
-Niestety po południu tutaj nie bywamy, ale będę tutaj jutro o
tej samej godzinie. Jeśli chcesz możesz przyjść wcześniej.
-Przyjdę na pewno-odpowiedział z uśmiechem do dziewczynki. Chciał się
jeszcze spytać czy cyganie naprawdę są źli, ale zanim się obejrzał
Mala razem z całą grupą uciekli z powodu widoku straży.
"Cóż. To do jutra"-pomyślał wciąż wpatrując się w miejsce, w którym
znikła tajemnicza dziewczyna. Cały dzień nie mógł o niej zapomnieć.
Kiedy nauczyciel tłumaczył jak się składa litery, on ciągle pisał po swojej
kartce "Mala". Nauczyciel widząc, że uczeń nie skupiał się na
lekcji, ciągle siedząc zamyślony, skarcił go bijąc linijką po
dłoni. Jednak Frollo nic nie czuł. Był przepełniony miłością do
dziewczynki. O niczym innym nie myślał. Jego myśli błądziły po
tym co zrobi jak ją znowu spotka? Jak się zachowa? A jeśli ona nie
odwzajemni jego uczuć? Jeśli zrobi coś nie tak i ona go znienawidzi
jak jego ojciec cyganów? Nie mógł przestać o tym myśleć.
Chciał wreszcie, aby nastąpił ranek, a nie ma jeszcze popołudnia!
Po szkole chłopak dla pewności przeszedł obok miejsca, w którym
ostatnim razem widział ukochaną. Niestety tak jak powiedziała,
nie przebywała tutaj czasu. Frollo posmutniał, bo pomyślał, że
spotka ją po drodze. Mimo smutków malec i tak był szczęśliwy w
środku, że poznał kogoś o tak nieziemskiej urodzie i kogoś kto
wreszcie się do niego uśmiechnął. Ostatnim razem kiedy sam się
uśmiechał było... już nie pamięta. Ona przywróciła mu nadzieję na
lepsze jutro! Może nawet na to, że ktoś go w końcu pokocha.
Wreszcie dotarł do domu. Przyzwyczajony, że ojca często nie ma w
domu wszedł spokojnie, nie zauważając go w fotelu.
-Dzień dobry, synu-powiedział zimnym, nieobecnym głosem. Kiedy Frollo
je usłyszał zadrżał na samą myśl, że będzie przeprowadzać z nim
rozmowę.
-Dz-dzień dobry, ojcze. Nie zauważyłem cię. Przepraszam-próbował się
usprawiedliwiać chłopak.
-Nic nie szkodzi-odparł mu ojciec jakby go to nie obchodziło-Jak
dzisiaj było w szkole? Czego się nauczyłeś?-zaczął go wypytywać
wpatrzony w portret swojej zmarłej żony.
-Dziś pan Capter nauczył nas jak składać litery tak, aby powstało
zdanie.-Klaudiusz próbował zachować powagę jednak nie mógł, bo wciąż
ma w oczach obraz dziewczynki.
Gringor popatrzył jeszcze chwilę na portret, aż wreszcie zwrócił uwagę
na syna. Obejrzał go od głowy do pięt. Nagle wzrok zatrzymał na rękach.
Zobaczył, że są sine.
-Nie uważałeś na lekcji?-spytał surowym głosem.
-Tak, bo ja cały czas myślałem o...-tu nagle urwał. Nie mógł przecież
powiedzieć o Mali. Gdyby ojciec dowiedział się o jego przyjaźni na pewno
by mu tego nie darował. Od dnia narodzin stara się mu wmówić, że kobiety
to tylko diabły wcielone w ciało, aby kusić mężczyzn. Wszystkie kobiety
z wyjątkiem jego matki.
"Ona była prawdziwym aniołem. Sam to wiem. Jednak każda inna kobieta
to zło. Nigdy nie wolno ci się z żadną zadawać"-tłumaczył mu często
ojciec.
Teraz jednak kiedy Frollo wypowiedział te słowa musiał je jakoś skończyć,
ale żeby ojciec nie dowiedział się o jego nowej przyjaciółce.
-Słucham, dokończ zdanie. O czym myślałeś?-spytał poddenerwowany ojciec.
-O... Cyganach. Dlaczego są tacy źli ojcze?-wywinął się Klaudiusz.
Ojciec przez chwilę zrobił złą minę, jakby był wściekły na chłopca, że
tego nie rozumie. Jednak to tylko dziecko i wielu rzeczy nie rozumie.
Musiał mu je wytłumaczyć.
-Cyganie są sami w sobie źli. Nie wiadomo jak zaatakowali Paryż z
zachodu. To diabli wcielone. Prawie jak kobiety. Trzeba się ich
wystrzegać. Ich i tego pogaństwa. Sami kradną, kłamią, nie wierzą w
Boga... Łamią wszystkie przykazania Boże jakie dał nam Bóg. Mam
nadzieję, że to zrozumiałeś i nie będziesz już opuszczał się w nauce.
-Oczywiście ojcze. Dziękuję-po długim wysłuchaniu ojca o cyganach
wyszedł, zamknął drzwi i udał się do swojego pokoju. Długo się zastanawiał
nad jego słowami. "To diabli wcielone"-czy na prawdę tak jest? Czy ktoś
kto wreszcie go pokochał mógłby pochodzić z dna piekieł? To niemożliwe.
Może nie wszyscy są tacy źli. Przecież Mala nie jest taka. Po głosie jest
łagodna. Jest równie piękna. Jej zielone oczy, jej czarne kręcone
włosy. Sama w sobie jest idealna. Dlaczego więc miała by być zła?